Get Adobe Flash player

Małe Ojczyzny - Parzymiechy 

 

Czym były i czym są dzisiaj ?

Cykl ‘Małe Ojczyzny’ prezentowany w Internecie wydobył z zapomnienia bardzo wiele uroczych zakątków kraju i wzbogacił naszą wiedzę i uczucia do nas samych i kraju, tu i zagranicą. Mała, choć znana od XIII w. osada w Parzymiechach k/Częstochowy zalicza się do tego cyklu. Miałem dokładnie 5 lat, gdy na Wieluń zrzucono pierwsze bomby, a na Parzymiechy w tym samym czasie skierowano - od strony Praszki – uzbrojone po zęby hordy wojsk niemieckich na tankietkach i trój-kołowych motocyklach. Nie zdobyli nas z marszu, jak zakładali. Ośrodkiem oporu stał się rozległy park Potockich. Był otoczony grubym murem i usadowiony pośrodku linii ataku. Wsparcie przyszło także ze wzgórza Wapiennik, z którego kierowano serie z karabinu maszynowego. Bronił się też… miejscowy kościół: służył za doskonały punkt obserwacyjny. To dlatego Niemcy znęcali się potem długo nad proboszczem Metlerem, organistą i kościelnym. W końcu zamordowali ich bestialsko w piwnicach. Parzymiechy były pierwszym przyczółkiem obrony w wojnie 1939 r. i przechodziły z rąk do rąk trzykrotnie!

     Warto wspomnieć, że major Sucharski na Westerplatte kontratakował tylko 2 razy i stracił w walce kilkunastu żołnierzy. Dowódca 83 pułku z Kobrynia podejmował kontrataki wielokrotnie i zapłacił zań życiem blisko 100 żołnierzy! Na cmentarzu są dowody.

     Co zostało z tych lat prócz wojennych refleksji? Zostało wiele, choć głównie w sercach ludzi. Cofnijmy się 100 lat wstecz. W uroczym parku na styl angielski bawią się dzieci hrabiego Władysława (1862-1924). Jest tu Karol – późniejszy nasz bohater. Po dwu pięknych stawach – Księżycowym i Mieszko - defilują łabędzie z długimi sznurami potomstwa. Tuż przy Mieszku pręży się dumnie barokowy pałac ze strzelistymi wieżyczkami – chluba gospodarzy. Po stylowych alejkach wysypanych biało-czerwonym żwirem spacerują pary zapraszanych tu często gości. Podziwiają liczne zabytkowe drzewa i krzewy oraz  unikalne gatunki fauny - wodnej i lądowej.

     Hrabia Władysław jest dobrym gospodarzem, z zawodu - inżynier-leśnik. Obok typowych obiektów gospodarczych takich, jak mleczarnia, stajnia, kuźnia, młyn - uruchomia także kopalnię kamienia budowlanego i wytwórnię wapna, zakłada kolonię stawów rybnych, bażantarnię, a nawet gorzelnię,…Jego syn Karol  (1900-77) nie ma już takiego daru do gospodarki, jak ojciec, ale gdy Ojczyzna znalazła się w niebezpieczeństwie, staje pierwszy do obrony. Był porucznikiem 23 Pułku Ułanów u generała Andersa, który odznaczył go Krzyżem Walecznych za bój pod Krasnobrodem (Rosja). Po ucieczce z niewoli i powrocie do domu wpada jednak w ręce gestapo w Krzepicach i całą wojnę przebywa w licznych obozach (K.P. - Siedem Bram). W końcu przedostaje się na Zachód, by tam u boku gen. Andersa wspomagać Ojczyznę. Tu odnajduje go później 10-letni syn Władysław (1933-2004), który przebija się przez fronty wojenne! W roku 1947 obaj wracają do kraju, ale tu znów dostają się w łapy, tym razem własnej  policji - UB. Czy może być coś bardziej okrutnego?

     Niestety, może. Tym okrucieństwem są losy odebranego Potockim pałacu, parku i reszty majątku. Oznaczało to kompletną ruinę dorobku ich życia oraz ich ojców i dziadów. Hrabia Władysław po zwolnieniu z więzienia nie miał do czego wracać. Zdesperowany i chory szuka pomocy u dalszych krewnych w Warszawie. Żyje w niedostatku (nie otrzymał grosza emerytury za krew i miliardy w majątku). Żyje niedługo. Przed śmiercią odważy się jeszcze poprosić ludową władzę o zgodę na pochówek w miejscu urodzenia. Była to już nieco mądrzejsza władza i nie stawiała sprzeciwu ostatniej woli Petenta. Tutaj w Parzymiechach spoczywają bowiem prawie wszyscy Potoccy herbu Pilawa za wyjątkiem hrabiny  Elizy – żony Władysława-seniora, która walcząc w Powstaniu poniosła śmierć i spoczywa na Powązkach. To też przyczynek do tematu, kim byli Potoccy z Parzymiech!

 

Autor niniejszego tekstu poznał ze zdumieniem okrutną prawdę o swej małej Ojczyźnie dopiero po publikacjach w Internecie. W roku 1949 oddalił się bowiem od swego miejsca urodzenia i zwyczajnie nie wiedział, co się tu dzieje. Tymczasem pierwszy akt barbarzyństwa dokonał się tuż po jego odjeździe, kiedy to spuściznę Potockich przekazano Urzędowi Gminy w Lipiu (1950). Jest to mała wioska leżąca na skraju gminy, ale co ważne, jest zasłużona dla ludowej władzy. To tutaj zdradzono hrabinę Potocką, która jako sekretarka w miejscowym Nadleśnictwie była narażona na kontakty z partyzantami (KWP, Babinicz). Dostała za to 2 lata więzienia w głośnym procesie w Łodzi. Zwolniono ją w 1947 roku w wyniku amnestii. Po 8 latach spotkała się wreszcie z mężem w Gdyni, gdy wrócił z synem do ojczyzny. Radość jednak nie trwała długo. UB dopadło z kolei męża i już prędko nie wypuściło ze swoich łap. Czy mogło przyjść jeszcze coś gorszego? Ależ tak!

 

Zdarzył się bezprzykładny akt barbarzyństwa na kulturze polskiej w XX wieku. Narodził się on w głowach właśnie w urzędników z Lipia: postanowili (z zemsty?) zburzyć zabytkowy pałac Potockich i zbudować z jego gruzów rzecz symboliczną dla epoki: ludowy dom kultury ! Odwieczni wrogowie Niemcy tego nie zrobili – odrestaurowali Pałac po wojnie. Rodacy go zburzyli. Okrutne ! Oto do czego jest zdolny człowiek źle wychowany, niewykształcony,…

    

Ale najgorsze, że na tym lista rekordów głupoty się nie kończy. W kilka lat później, kiedy już pewnie wybudowano ów dom wątpliwej kultury w Lipiu, władze wojewódzkie postanowiły ulokować w zabytkowym parku… zakład dla alkoholików (sic!). Czy trzeba większej obrazy względem dziedzictwa kultury narodowej? A oto konkluzje:

 

1. Alkoholicy, to też ludzie i zasługują na pomoc i leczenie, ale czy kryterium lokalizacji zakładu powinien być: zabytek? Nigdy w świecie. Tym kryterium powinien być dostęp do specjalistów oraz lokalne nasilenie problemu. Tymczasem w Parzymiechach nie ma ani zbyt wielu lekarzy, ani jakiejś większej liczby alkoholików. Kto i po co taką decyzję wydał?

Posmaku ironii dodaje fakt, że ci sami alkoholicy zbudowali makietę zburzonego pałacu, jakby chcieli zaprotestować przeciw chorym decyzjom Władzy Ludowej z Lipia ! 

 

2. W związku z powyższym autor nie prosi już, ale wzywa wręcz Starostę Powiatu Częstochowa pana Andrzeja KWAPISZA o zajęcie się sprawą i wyciągnięcie konsekwencji w stosunku do winnych. Wydaje się, że to co zostało z zabytkowego parku (fauna, flora) powinno być oddane pod opiekę jednej lokalnej instytucji/organizacji. Należałoby w tym celu bezwzględnie przenieść Urząd Gminy z Lipia do Parzymiech. Przemawia za tym nie tylko opisana historia, ale także fakt, że Parzymiechy zajmują bardziej centralne położenie względem pozostałych wiosek i są żywotnie zainteresowane ochroną Parku – centralnego obiektu-pomnika w gminie. Ludzie z Parzymiech kochają swych dawnych patrycjuszy - noszą ich po śmierci na rękach, podczas gdy Lipczanie niszczą ich pałace, a ludzi wydają policji (Internet, zdjęcia).

 

3. Autor prosi także Pana Starostę o sprawdzenie legalności nabycia stawów rybnych po Potockich. Kiedyś te stawy, nawet za czasów okupacji były ogólnie dostępne i stanowiły miejsce wypoczynku i rozrywki dla młodzieży, zwłaszcza w lecie. Dziś stawy są ogrodzone wysokim żelaznym płotem na długości kilku kilometrów. Miejscowi myśliwi wybudowali tu domek ze składek na skrawku terenu przylegającego do stawów - bardzo ładny, stylowy. Może dlatego spłonął jeszcze, nim kompletnie powstał. Straż i Policja stwierdziły, że nie wiedzą kto podpalił, ale myśliwi wiedzą. Należałoby te sprawy wyjaśnić, a także czy na terenie Lasów Państwowych może funkcjonować prywatna własność i czy nabyta została legalnie w ramach konkursu?

 

 

Z należnym poważaniem

 

 

prof. Jozef J. Pawelec

b. płk i poseł na Sejm RP