Get Adobe Flash player

Parzymiechy i Potoccy 

 

Parzymiechy, to wieś na zachodnich krańcach ziemi częstochowskiej. Nikt by o niej nie usłyszał, gdyby nie Potoccy, którzy tu gospodarzyli od roku 1891. Przed nimi i po nich włodarzyli lub wizytowali te strony także inne sławne postacie, m.in. niemieccy i francuscy baronowie, generałowie i marszałkowie (Foch). Pierwsza wzmianka o Parzymiechach pochodzi jeszcze z XIII wieku! Pełniejsze informacje mamy z okresu Powstania Styczniowego oraz z obu wojen światowych, które zapisały się krwawo na tej ziemi.

     Skąd się wzięło zainteresowanie Parzymiechami w przeszłości? Wpłynęła na to zapewne urodzajna ziemia, łagodny klimat i sprzyjające warunki terenowe: nie ma tu wysokich gór, ale są urocze pagórki, nie ma wartkich rzek i głębokich jezior, ale są liczne stawy i strumyki, które nigdy nie wysychają. Całą okolicę otacza  wielokilometrowy pierścień bujnego lasu.

Hrabiowie Potoccy, co by o nich nie mówić (nieszczęsny Szczęsny!), umieli doceniać piękno i chronić naturę. Dbając o swoje, sprowadzali także unikatowe gatunki fauny i flory z zagranicy, wznosili wspaniale budowle na wzór zachodni, np. barokowy pałac, który do niedawna był ich i naszą chlubą. Nie trzeba było jeździć, jak dziś na Lazurowe Wybrzeże, mieliśmy jego namiastkę tutaj. Gościa już na progu zachwycał klimat uroczego parku na wzór angielski, urzekał widok łabędzich stawisk zatopionych w zieleni, zniewalały wykwintne formy architektoniczne łazienek na styl grecki. Autor miał to szczęście, że w latach 1946/49 uczęszczał tu do szkoły, kiedy całe to bogactwo było jeszcze zachowane. Niewielkie zniszczenia pałacu w czasie działań wojennych 1939 zostały usunięte przez …Niemców!

     Tę perłę przyrody i architektury zawdzięczamy głównie seniorowi rodu - Władysławowi Potockiemu(1862-1924). Zrobił z tej okolicy cudowne miejsce, o którym do dziś się pisze w encyklopediach i uczy w szkołach. Niestety, komunistyczna władza uważała, że hrabiowie wypijali krew chłopską i trzeba ich było ukarać, a spuściznę kulturową spalić. Popatrzmy, kto tak naprawdę świadczył daninę krwi? Weźmy przykład Karola Potockiego, syna Władysława.

 

Był porucznikiem 25 Pułku Ułanów Wielkopolskich. W 1939 roku bronił

 Ojczyzny przed czerwoną nawałą ze Wschodu. Pod Krasnobrodem został

 ciężko ranny w głowę. Otrzymał za męstwo  od gen. Andersa Krzyż Walecznych. Ale ranny, szybko dostał się do niewoli. Jakimś cudem udało mu się zbiec

do okupowanej Polski. Wolności jednak odtąd nie zaznał prawie do śmierci. W Krzepicach został rozpoznany i aresztowany.

Całą okupację przesiedział  w licznych więzieniach i obozach koncentra- cyjnych.Napisał wspomnienia Siedem bram,ale nikt ich nie chciał wydać.Dziś jest dostępna    w bardzo małym nakładzie. Przedstawia,z jednej strony obraz zdziczenia moralnego faszystów, a z drugiej – niezwykły hart ducha więźniów i samego Autora.

 

 

 

    Potocki otrzymał np. rozkaz powtórzenia więźniowi rosyjskiemu w Jego języku treści rozkazu nakazującego samo-powieszenie. Wiedział, że odmowa grozi mu śmiercią. A jednak odmówił…Przeżył, dzięki swej niezwykłej błyskotliwości: „Nie mogę tego zrobić” - powiedział. Warum? Warknął esesman Weber. Bo taki mam rozkaz od Boga! Szkop znieruchomiał. Got ist Got, pomyślał i machnął ręką.

     Potockiemu pomagali ludzie tak różni, jak książę Hohenberg, Tatar Alijew, Polak Józef Aksamit i w końcu ów egzekutor o pięknym nazwisku - Weber. Karol Potocki uzyskał staranne wykształcenie i wychowanie. Szkoła Oficerska w Toruniu nauczyła go sztuki wojennej, ale również miłości do Ojczyzny i …koni. Miał też poszukiwany wówczas zawód inżyniera-leśnika. Dodatkowo studiował na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie (eksternistycznie). Dużo podróżował, znał kilka języków. 

    Najcięższy okres przeżył w specjalnym obozie w Dorze na terenie III Rzeszy. Panowały tu straszliwe warunki. Więźniowie pracowali miesiącami w cuchnących tunelach we wnętrzu olbrzymiej góry przy pociskach V-2. Stąd nikt nie miał prawa wyjść żywy. A jednak wyszli. Uratował ich niespodziewany atak Aliantów, którzy od dawna namierzali to miejsce Stąd Potocki przedostał się do Armii Andersa i z nią trafił do Szkocji. Odnalazł go tu później 10-letni syn Władysław - junior(1933-2004), którego podróż przez granice wojenne zasługuje na osobną opowieść. Odtąd rozdzieleni na lata ojciec i syn byli razem, wolni i bezpieczni. Mogli zostać zagranicą, a jednak wybrali Polskę, bo ją kochali. Wrócili w 1947 roku. 

 

 

     Nic dobrego ich tu jednak nie spotkało. Matka Eliza zginęła w Powstaniu, a żona  Krystyna dopiero co wyszła z wiezienia. Nasz bohater znów znalazł się w kłopotach z powodu  związków z gen. Andersem. Dopiero Gierek ujął się za prześladowanymi, ale na krótko. Bez pracy, bez emerytury nie można było długo ciągnąć wózka życia. Odchodzili więc kolejno Potoccy na wieczną wartę :Władysław - 1977, syn Karol -2004, wnuczka Julita -2015. Zanosili ich na swoich ramionach Parzymiescy strażacy na rodzinny cmentarz. Stanowi on kolejne zabytkowe miejsce. Pochowano tu prawie całą kompanię żołnierzy 83 Pułku Piechoty.

     Polegli w pierwszej bitwie o Polskę w 1939 roku. W pierwszej, bo tu w sąsiednich Krzepicach rozpoczęła się atakiem bombowym II wojna światowa o 4 rano 1.IX.1939. Parzymiechy przechodziły trzy razy z rąk do rąk. Obok wojskowych zginęło wiele osób cywilnych, m.in. księża i ludzie związani z lokalną władzą. Pułk, który tu przyszedł aż z Kobrynia stracił blisko połowę swego stanu, licząc rannych, zabitych i zaginionych.

 

Dlaczego autor pisze o tych sprawach? Pisze dla wyprostowania zagmatwanych ścieżek historii, broni jako wojskowy honoru swoich starszych kolegów. Pisze także w imię ratowania dziedzictwa kulturowego. Boli go to, co zobaczył po latach w miejscu swoich młodzieńczych uniesień. Mówi się, musiało tak być bo hrabiowie jeździli za granicę, urządzali polowania, wyścigi konne, a prosty człowiek niedojadał... Też jeździł, ale za chlebem.

 

 

    To wszystko prawda, ale taki był wtedy układ społeczny wzorowany na systemie  boskim. Nie powierzano wielkich spraw prostemu chłopu, bo sobie nie radził; wtedy straty obciążyłyby wszystkich.

     Idee egalitaryzmu przegrały sromotnie już

w Hiszpanii i ostatecznie skompromitowały się w Rosji. Powstaje tylko pytanie, dlaczego

w takim razie Rada Gminy w Lipiu już po tej kompromitacji postanowiła zburzyć Pałac Potockich i zbudować na jego miejsce (w Lipiu) Ludowy Dom Kultury?!

     Wygląda to jak jakaś zemsta pokoleniowa. Ale zemsta raczej Hunów, niż cywilizowanego człowieka. Komu ona przyniosła korzyść[1]

Można by jeszcze zapytać dlaczego akurat w zabytkowym parku postanowiono umieścić Zakład Leczenia Alkoholików. Władze w Częstochowie i Kłobucku wiedzą o wszystkim. Miejmy nadzieję, że wyprostują przynajmniej niektóre ścieżki w bajecznym Parku Potockich i że stanie się to jeszcze za naszego życia. Bo potem będzie już tylko popiół. Autor proponuje w specjalnym apelu do Władz o utworzenie jednostki administracyjnej w Parzymiechach w randze osobnej gminy oraz powierzenie Parzymiechom opieki nad zabytkami po Potockich, jeśli Ich potomkowie/spadkobiercy nie są w stanie tego uczynic. Koniecpol został sądownie przekazany prawowitym właścicielom. Jest więc droga otwarta. Połączmy siły i zróbmy ten krok teraz, bo jutro będzie za późno!

 

Autor tekstu: prof. Józef Pawelec, płk rez.

Zdjęcia:  Internet (parzymiechy.w.interia.pl))– Ślub Potockich i ich pobyt w Broku (1931/52)

Współpraca - Sławomir Pietrzak

 

1)Mój ojciec też jeździł do pracy we Francji, bo tam była wyższa gaża za tę samą pracę. Wystawił sobie dom, wykształcił dzieci. Po czasie Hrabina Eliza zauważyła braki rąk do pracy i podniosła stawki. Rzecz w tym, że to ekonomia powinna wymuszać zmiany (rynek), a nie karabiny rewolucji.